O NAS

Moja przygoda z kotem zaczęła się jak chyba u większości miłośników tych zwierząt – przypadkiem. Nigdy nie sądziłam, że zostanę właścicielką kotki a cóż dopiero, że dostanę na jej punkcie bzika i dołączę do grona miłośników kotów rasy brytyjskiej. A stało się to tak: Moja rodzina – mąż i dzieci – postanowiła powiększyć grono domow- ników o psa twierdząc, że dom bez zwierzaka jest smutny. Początkowo byłam zdecydowanie przeciwna posiadaniu psa w domu. Przemawiał za tym: brak czasu, zapewnienia opieki i zajęcia się wychowaniem zwierzaka, odpowiedzialność oraz problem z wakacjami. Ale moje chłopaki wymyśliły wspaniały sposób, abym się zgodziła na psa – kupić mi kotka!!! Nie pomogły moje przekonywania, że kotek to też zwierzak, za to ja uwierzyłam a teraz jestem pewna, że kot będzie nam zawsze towarzyszył.

Długo zastanawialiśmy się nad rasą, którą wybrać - większość kotów nam się podobała. Czytając książki, czasopisma i przeglądając internet zwróciliśmy jednak szczególną uwagę na niebieskie pluszowe misiaczki, czyli koty brytyjskie o umaszczeniu niebieskim i pięknych, dużych, miodowych oczach. Zależało nam na kotku spokojnym zrównoważonym a jednocześnie skorym do zabaw z dziećmi. Te cechy pasowały do naszego wybrańca.

W ten sposób do domu trafiły dwa tak odmienne zwierzaki, a jednak bardzo sobie bliskie. Na pewno nie można o naszych domownikach powiedzieć, że „żyją jak pies z kotem”. Nasza kotka wiele się nauczyła od suczki rhodesianki i często widzimy w jej zachowaniu – w zależności od sytuacji - rozbrykanego lub czuwającego psa.